Femina 2019 - Przypomnienie wystawy

Wystawa FEMINA, prezentuje niezależne postawy artystyczne kobiet, dalekie od polityki, mody i rynku sztuki.  Ich pierwszym powodem tworzenia jest imperatyw wewnętrzny indywidualnej wypowiedzi. Artystki biorące udział w wystawie deklarują swoja twórczością wolność od zewnętrznych nacisków kuratorskich i instytucjonalnych.

Tekstem Andrzeja Biernackiego, członka Rady Programowej Galerii BWA SOKÓŁ, filmem z debaty, która miała miejsce w dniu otwarcia wystawy oraz niepublikowanymi dotychczas zdjęciami przypominamy ekspozycję Femina, która była prezentowana w Galerii BWA SOKÓŁ w 2019 roku.
POMYSŁ WYSTAW, KTÓRY OD PEWNEGO CZASU REALIZUJE GALERIA Sztuki Współczesnej BWA SOKÓŁ Małopolskiego Centrum Kultury SOKÓŁ w Nowym Sączu, polegający na typowaniu i zestawianiu indywidualności zdecydowanie odległych od bieżącej polityki, aktualnej mody i dyktatu rynku sztuki, ale za to skupionych na rozpoznawaniu własnych predyspozycji twórczych, zdaje się być wyrazem nadziei na ulgę w świecie, w którym konformizm już dawno stał się hasłem dnia. Koncept ten wziął się z prostej obserwacji, że pomimo dojmującego obecnie złudzenia wielkiej otwartości postaw i różnorodności tzw. tendencji w sztuce, obowiązują w niej bardzo ścisłe prawidła gry, które mało kto jest w stanie i ośmiela się przełamać. Rzecz jasna, żeby pokonać tej skali presję, amplifikowaną potężnym systemem kuratorskim i instytucjonalnym, potrzeba sporej odwagi i niezależności charakteru, płynących wprost z przekonania o istotności pojedynczego wysiłku. Odwagi tym większej, jeśli realizowanej tradycyjnymi środkami malarstwa, rzeźby i tkaniny w dobie, kiedy ostentacyjne trzymanie się formuł tworzenia niezmiennych od Altamiry, Willendorfu i Bayeux, przez współczesnych heroldów galopującej aktualności coraz częściej poczytywane jest za umysłową ciasnotę i – o zgrozo – konserwatyzm.
Artystki biorące udział w obecnej wystawie, to bez wyjątku przypadki osobowości, konsekwentnie trzymające się raz obranej drogi. Świadomością sensu tego wyboru, przypadki szczególnie uodpornione na próby szantażu, a nawet groźby środowiskowej banicji, korumpującej aktualny obieg sztuki. To indywidualności, które konsekwentnie odrzucają pokusę zwrócenia wektorów swych aspiracji tam, gdzie stoją wszystkie nachalne konfitury łatwego sukcesu. Systemowo bezbronne, ale jednostkowo chronione szczepionką wartości wypracowanych warsztatem i wsparte niepoślednim talentem. A już szczególnie ubezpieczone tym idiomem cech, na określenie których wszelkiej maści macherzy od kształtowania dzisiejszego topu sztuki, nigdy nie będą mieli adekwatnego słownika.
Jedną z rekompensat takiej postawy ma być obecna wystawa. Celowo skomponowana wyłącznie z prac kobiet i opatrzona łacińskim synonimem słowa kobieta, by tym wyraźniej unaocznić różnorodność dzieł, przy narzucającym się mianowniku płci. A także po to, by jeszcze raz wykazać, że nie ma takiej hybrydy jak hasło „sztuka kobiet”, notorycznie nadużywane przez narracje feministyczne. I w ogóle, że nie ma takiej hybrydy jak sztuka z jakimikolwiek przymiotnikami. Oprócz – rzecz jasna – przymiotników określających cechy jakości jej kreacji. Wszak owa jakość powoduje, że sama sztuka obywa się bez dodatkowych okoliczności łagodzących lub obciążających, oraz całej gamy pozaartystycznych przeszkód i podpórek. Zatem, jeśli uczestniczki wystawy nie umawiając się między sobą o coś wspólnie walczą, to tylko o prawa do swobody wypowiedzi, do swojej przestrzeni namysłu, nie pętane żadnymi więzami poza imperatywem trudu dokopywania się do istoty twórczości. Walczą o prawa eksponowania pełni swego zamiaru, wyrażającego się w prostej prawdzie, że czas płynie, zmieniają się zabawki wygody najzupełniej błędnie kojarzonej z cywilizacyjnym postępem, ale istota natury ludzkiej pozostaje niezmienna. Podobnie jak niezmienne jest samo malarstwo, rzeźba i tkanina, które na tle technicznych tricków współczesności, zawsze będą tym, czego w inny sposób zrobić niepodobna.
By tego dowieść, organizatorzy wystawy pokusili się o dość tendencyjny zestaw nazwisk, stosując rozległy diapazon ich biografii. Są tu zarówno obrazy działającej od l.30 XX w. Wandy Paklikowskiej-Winnickiej, nestorki polskiego malarstwa, obok prac Anity Owsianny, reprezentującej najmłodsze roczniki. Pomiędzy nimi zestaw autorek urodzonych niemal w każdej, kolejnej dekadzie ubiegłego wieku: Teresy Pągowskiej, Marty Gąsienicy-Szostak, Barbary Falender, Małgorzaty Lazarek, Doroty Cieślińskiej-Brodowskiej, Edyty Sobieraj, Renaty Szułczyńskiej, Zuzanny Tomaś-Krynickiej i Edyty Stajniak. Ponieważ w analogicznym okresie, przez światową sztukę przewaliła się cała tablica Mendelejewa trendów, stylistyk, kierunków włącznie z ich antytezą spod znaku tzw. zwrotu performatywnego, samonarzucającym się był tu rodzaj experimentum crucis, polegający na prostym porównaniu sensu powziętych intencji i osiągniętych efektów. Wszak nie potrzeba do tego specjalnego aparatu naukowca, tylko jak zawsze: oko i czucie.
Tylko tyle by wiedzieć, że podstawowa dystynkcja tendencji konceptualnych, polegająca na porzuceniu technicznych ograniczeń tradycyjnych dziedzin sztuki, przyniosło jeszcze większe uwikłanie w ograniczenia pozaplastycznej proweniencji. Naturalnie, nie chodzi tu wyłącznie o sztandarowy argument kuriozalnej, rękodzielniczej łatwizny konceptualizmu, czyli o casus kartki z pomysłem zamiast konkretu dzieła, tylko o całe cetnary zaangażowanej w sztukę dętej inżynierii społecznej z repertuaru oferowanego przez tzw. nowy instytucjonalizm. Zakładana przez zwolenników tej drogi osiągania artystycznych efektów niespodzianka – rys nieoczywistości efektu, jako bodaj jedyny powód tej całej rewolucji, okazała się w tym wypadku pospolitą wydmuszką. Jedyne co z tego zostało, to gigantyczne zdziwienie, oczywiście tych uczciwiej myślących, że coś tak ożywczego jak „niespodzianka”, na ugorze samej teorii można było w ogóle zakładać. Zwłaszcza mając w pamięci słynną przestrogę Cybisa: „żadne zmyślenie, żadne wydziwienie nie zastąpi tej niesłychanej, niezgłębionej i zawsze żywej sprawy, jaką jest proste wykonanie zwykłej rzeczy”. Całość zapowiadanej na epokową zmiany, od początku nosiła znamiona pospolitego zawracania głowy i frazesu o jakiejś rzekomej specyfice współczesnej wrażliwości. Poważnym kontrargumentem takiego przekonania jest zestaw prac na naszej wystawie – jak najbardziej współczesnych, choć zanurzonych w to, „czego w inny sposób zrobić niepodobna”.

Andrzej Biernacki

wideo_

Rozmowy o sztuce, tuż po otwarciu wystawy Femina - 8 marca 2019.